Czyżby zima "w końcu" do nas zawitała? Co prawda, ja z tego powodu nie cieszę się ani troszkę, ale są tacy, którzy czekają na nią z utęsknieniem.
Ale nie ma tego złego. Patrząc na to, co się dzieje za oknem (mojego samochodu dla jasności, gdyż byłam w drodze na typowo spożywcze zakupy:) ) stwierdziłam, że jeśli tak dalej pójdzie, to wpadnę w jakąś depresję, a lekarstwem na to miała być wizyta w Reserved. I wyszłam z czymś takim:
Sweterek w brzoskwiniowym kolorku. Bardzo ciepły, idealny na zimę:) Zdjęcie pochodzi ze strony Reserved, bo te robione przeze mnie za nic nie chciało wyjść tak, jak bym tego chciała. Do tego rękawiczki. Tak samo ciepłe (albo i bardziej:) ), bez palców, w podobnym kolorze, co sweterek.
Tak niewiele potrzeba, żeby się człowiekowi zrobiło lepiej:)
...............................................................................................
A dzisiaj kilka słów o pewny, niewinnie wyglądającym balsami do ciała Isana z masłem shea i kakao. Jakiś czas temu pisałam Wam o jego "figowym" bliźniaku- o TU, o dość dobrym działaniu, ale średnim składzie.
A tutaj mamy wszystko!:) Genialny skład i jeszcze lepsze działanie.
Półlitrowe opakowanie (!!!) oraz lekka, aksamitna (budyniowa:) ) konsystencja sprawia, że jest on bardzo wydajny. Podobnie, jak jego poprzednik, "pieni się" podczas smarowania, ale w zdecydowanie mniejszym stopniu, przez co lepiej się nakłada i szybciej wchłania.
Jeśli chodzi o działania, to już dawno nie miałam balsamu, który tak dobrze nawilża skórę! Jest na prawdę świetny. Po zastosowaniu skóra jest miękka, gładka, idealnie nawilżona, a wręcz ukojona. Ale czemu tu się dziwić, jeśli mamy taki skład:
Jednak po przeczytaniu postu Idalii o kremowaniu włosów, postanowiłam wypróbować tej metody. Jest to świetna alternatywa olejowania, które moje włosy bardzo polubiły (w przeciwieństwie do mnie. Zajmuje zdecydowanie za dużo czasu:) ) A właśnie ze względu na skład, kakaowy balsam Isany spełnia się tu genialnie.
Jednak wiem, że nie u wszystkich sprawdzi się tak samo, ze względu na zawartość oleju kokosowego wysoko w składzie. Nie wszystkie włosy go lubią:) U mnie sprawia on, że moje włosy są gładkie, lśniące, zdrowo wyglądające.
Kremowania nie obciąża włosów, nie skleja ich. Gdy opowiadałam komukolwiek o tej metodzie, zawsze zadawano mi pytanie, czy włosy nie wyglądają po zabiegu na tłuste. A więc wszem i wobec odpowiadam- NIE!!:) Krem, podobnie jak w naszą skórę, wchłania się w strukturę włosa. Nie ważne czy stosujemy krem na mokre czy suche włosy i oczywiście nie trzeba go spłukiwać:)
A to wszystko za niecałe 10 zł!:) Cudownie:)
.............................................................................................
Znacie metodę kremowania włosów? Jakich balsamów używacie do tego celu?:)
Buziaki
Astoria:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty
Figa z granatem od Isany
Balsam do ciała Isany z owocem granatu i figą to jeden z tych produktów, do którego nie mogłam się przekonać w 100% (tak, jak np. odżywka Ultra Doux czy biedronkowy micel, którego nie kupiłam do tej pory;) ). I chociaż bardzo chciałam go sprawdzić na "własnej skórze", to jakoś cały czas omijałam go na rossmannowskiej półce albo w ostatniej chwili odkładałam.
Aż któregoś letniego dnia udałam się na poszukiwanie lekkiego balsamu o owocowym zapachu (bo na mojej półce zostało tylko cynamonowe masło z Farmny, którego nie miałam ochoty używać w 30sto stopniowy upał). I w taki oto sposób wybór padł na Isane.
Na wizazu zdecydowanie lepsze recenzje zbiera wersja kakaowa tego balsamu, która podobno idealnie nadaje się do kremowania włosów. Jeśli jesteście zainteresowane tą metodą, polecam zajrzeć do Idalii:)
Ale wracając do mojej "letniej" wersji.
Dzisiaj zacznę od końca, bo pierwsze co zasługuje na uwagę to ogromna pojemność i cena. 500 ml za 9,90 zł!!!!! Myślałam, że będę męczyła się z nim przez, co najmniej, pół roku (z pomocą podołałam mu w ok 2,5 miesiąca :))
Na dodatek jest mega wydajny, bo podczas smarowania pieni się (co zapewne zawdzięcza obecności gumy ksantanowej w składzie), przez co na początku aplikacja nie należała do bezproblemowych. Bardzo ciężko było mi je rozsmarować, zajmowało to sporo czasu. Ale praktyka czyni mistrza:) Wystarczy nałożyć go nieco mniej i wszystko idzie znacznie sprawniej. Mimo wszystko jego konsystencja jest lekka, szybko się wchłania. Idealnie sprawdził się w letnie, upalne dni. Nic się nie kleiło, nie lepiło.
Jeśli chodzi o nawilżanie. Krem ten docelowo przeznaczony jest do pielęgnacji skóry suchej. Jednak nie wydaje mi się, żeby poradził sobie z taką. Bardzo fajnie sprawdzi się do codziennej pielęgnacji niewymagającej skóry, ale żadnych specjalnych właściwości odżywczych nie zauważyłam (a zużyłam już prawie całe opakowanie).
Zapach jest bardzo przyjemny, delikatny, a nawet lekko owocowy (czyli nie chemiczny).
A teraz przejdźmy do tego, co powinno być na początku, czyli słowo od producenta:
Na opakowaniu możemy przeczytać sporo o składzie. A więc spójrzmy, co tam mamy:
Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Ethylehexyl Stearate, Xanthan Gum, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Butylene Glycol, Punica Granatum Fruit Extract, Ficus Carica ( Fig) Fruit Extract, Panthenol, Cococ Nucifera Oil, Phenoxyethanol, Acrylates C/10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum, Sodium Ceteryl Sulfate, Sodium Benzoate, Ethylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone.
Są ekstrakty z owoców i składniki odpowiedzialne za nawilżanie (ale i możliwe zapychanie), nie ma parabenów i silikonów (czyli tak, jak obiecuje producent), ale jest za to sporo potencjalnych alergenów (ale pamiętajmy, że tylko potencjalnych. Ich dopuszczalne stężenie w kosmetykach jest niewielki i nie powinnyśmy popadać w paranoje :D )
Podsumowując- jest to kosmetyk dość neutralny, który przez część kobitek może być uwielbiany, a przez inne nielubiane. Na pewno, podczas zakupów, warto zwrócić na niego uwagę i sprawdzić na własnej skórze. Ode mnie dostaje ocenę 4.Następnym razem sięgnę po wersję kakaową. Ze względu na lepszy skład nadający się do kremowania włosów (zamierzam skrupulatnie sprawdzić tą metodę:) ), ale i zapach (w okresie jesienno-zimowym zdecydowanie wolę słodkie kosmetyki).
Figa z granatem to edycja limitowana, ale odkąd pamiętam, widzę go na półkach Rossnanna.
Aż któregoś letniego dnia udałam się na poszukiwanie lekkiego balsamu o owocowym zapachu (bo na mojej półce zostało tylko cynamonowe masło z Farmny, którego nie miałam ochoty używać w 30sto stopniowy upał). I w taki oto sposób wybór padł na Isane.
Na wizazu zdecydowanie lepsze recenzje zbiera wersja kakaowa tego balsamu, która podobno idealnie nadaje się do kremowania włosów. Jeśli jesteście zainteresowane tą metodą, polecam zajrzeć do Idalii:)
Ale wracając do mojej "letniej" wersji.
Dzisiaj zacznę od końca, bo pierwsze co zasługuje na uwagę to ogromna pojemność i cena. 500 ml za 9,90 zł!!!!! Myślałam, że będę męczyła się z nim przez, co najmniej, pół roku (z pomocą podołałam mu w ok 2,5 miesiąca :))
Na dodatek jest mega wydajny, bo podczas smarowania pieni się (co zapewne zawdzięcza obecności gumy ksantanowej w składzie), przez co na początku aplikacja nie należała do bezproblemowych. Bardzo ciężko było mi je rozsmarować, zajmowało to sporo czasu. Ale praktyka czyni mistrza:) Wystarczy nałożyć go nieco mniej i wszystko idzie znacznie sprawniej. Mimo wszystko jego konsystencja jest lekka, szybko się wchłania. Idealnie sprawdził się w letnie, upalne dni. Nic się nie kleiło, nie lepiło.
Jeśli chodzi o nawilżanie. Krem ten docelowo przeznaczony jest do pielęgnacji skóry suchej. Jednak nie wydaje mi się, żeby poradził sobie z taką. Bardzo fajnie sprawdzi się do codziennej pielęgnacji niewymagającej skóry, ale żadnych specjalnych właściwości odżywczych nie zauważyłam (a zużyłam już prawie całe opakowanie).
Zapach jest bardzo przyjemny, delikatny, a nawet lekko owocowy (czyli nie chemiczny).
A teraz przejdźmy do tego, co powinno być na początku, czyli słowo od producenta:
"Z pantenolem i masłem shea. Komfortowa pielęgnacja skóry suchej.
Działanie pielęgnacyjne: Isana krem do ciała Owoc Granatu i Figa został specjalnie opracowany do pielęgnacji skóry suchej. Bardzo skutecznie działający pantenol pomaga utrzymać równowagę wilgotności skóry i w ten sposób chroni ją przed wysuszeniem. Ekstrakt z owocu granatu wzmacnia to działanie i zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Specjalna formuła pielęgnacyjna zawierający pełny witamin ekstrakt z figi i bogate w składniki masło shea rozpieszcza skórę, a łagodny zapach kremu uwodzi zmysły. Krem do ciała dobrze się rozprowadza i szybko się wchłania, nie pozostawiając klejącej warstwy na skórze. Bez olejów mineralnych, silikonów i parabenów."
Działanie pielęgnacyjne: Isana krem do ciała Owoc Granatu i Figa został specjalnie opracowany do pielęgnacji skóry suchej. Bardzo skutecznie działający pantenol pomaga utrzymać równowagę wilgotności skóry i w ten sposób chroni ją przed wysuszeniem. Ekstrakt z owocu granatu wzmacnia to działanie i zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Specjalna formuła pielęgnacyjna zawierający pełny witamin ekstrakt z figi i bogate w składniki masło shea rozpieszcza skórę, a łagodny zapach kremu uwodzi zmysły. Krem do ciała dobrze się rozprowadza i szybko się wchłania, nie pozostawiając klejącej warstwy na skórze. Bez olejów mineralnych, silikonów i parabenów."
Na opakowaniu możemy przeczytać sporo o składzie. A więc spójrzmy, co tam mamy:
Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Ethylehexyl Stearate, Xanthan Gum, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Butylene Glycol, Punica Granatum Fruit Extract, Ficus Carica ( Fig) Fruit Extract, Panthenol, Cococ Nucifera Oil, Phenoxyethanol, Acrylates C/10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Parfum, Sodium Ceteryl Sulfate, Sodium Benzoate, Ethylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone.
Są ekstrakty z owoców i składniki odpowiedzialne za nawilżanie (ale i możliwe zapychanie), nie ma parabenów i silikonów (czyli tak, jak obiecuje producent), ale jest za to sporo potencjalnych alergenów (ale pamiętajmy, że tylko potencjalnych. Ich dopuszczalne stężenie w kosmetykach jest niewielki i nie powinnyśmy popadać w paranoje :D )
Podsumowując- jest to kosmetyk dość neutralny, który przez część kobitek może być uwielbiany, a przez inne nielubiane. Na pewno, podczas zakupów, warto zwrócić na niego uwagę i sprawdzić na własnej skórze. Ode mnie dostaje ocenę 4.Następnym razem sięgnę po wersję kakaową. Ze względu na lepszy skład nadający się do kremowania włosów (zamierzam skrupulatnie sprawdzić tą metodę:) ), ale i zapach (w okresie jesienno-zimowym zdecydowanie wolę słodkie kosmetyki).
Figa z granatem to edycja limitowana, ale odkąd pamiętam, widzę go na półkach Rossnanna.
Miałyście ten krem? Jak sprawdził się u Was? A może macie swój hit w kategorii balsamów do ciała:)
.........................................................................................................
Rok akademicki ruszył:) Jak Wasze powroty na uczelnie?:) Ja, jak na razie, obserwuję wszystko z zapartym tchem i ogromnym zapałem (bo to mój pierwszy rok :D). Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej:)
Zapach lata zamknięty w tubce- Balea Hawaii Pineapple
Jak tylko poczułam ten zapach, od razu widziałam, że będzie to mój hit:)
O tym, jak kosmetyki Belae potrafią rozpieścić nasze nosy chyba wspominać nie muszę. A że jestem uzależniona od kokosu, też nie ma co ukrywać. Jak tylko widzę go na opakowaniu kosmetyku, od razu wiem, że musi być mój!:) A żeby nie przejadły mi się te słodkości (nie ma co ukrywać. Kokosowe zapachy są mega słodkie) , tym razem postanowiłam sięgnąć po mix.
I w taki oto sposób zostałam szczęśliwą właścicielką balsamu do ciała z limitowanej edycji Balea Hawaii Pineapple.
Ogólnie nie spodziewałam się po nim cudownego nawilżenia. Nie ma co ukrywać. W edycjach limitowanych producenci zazwyczaj skupiają uwagę na jednej, określonej cesze, która przyciągnie uwagę i spowoduje WIELKIE BOOM. Tutaj myślałam, że będzie to oczywiście zapach...
Fakt. Jest cudowny!:) Mieszanka słodkiego kokosa przełamana kwaśnymi nutami ananasa(który jest chyba najbardziej wyczuwalny) z odrobiną cytryny:) Nie za słodki, nie za kwaśny. Czy może być coś lepszego, gdy za oknem 35 stopni (no dobra. Od kilku dni nie jest już aż tak kolorowo:))
Trudno mu się oprzeć, bo już samo opakowanie przyciąga wzrok:) Zielona tubka z letnim, kolorowym nadrukiem aż świeci na pułkach DMu:) Jest wykonana z miękkiego plastiku, co zdecydowanie ułatwia dozowanie odpowiedniej ilości balsamu.
Konsystencja tego cudeńka jest dość płynna. Bardzo dobrze się rozprowadza, szybko wchłania.
Latem nie chcemy, aby nasze ciałko było klejące, tłuste. W przypadku tego balsamu nie ma o tym mowy!:) Nie pozostawia żadnego filmu, a skóra po jego użyciu jest pachnąca i mięciutka:)
Jest bardzo delikatny. Nie podrażnia, nie uczula, dlatego idealnie sprawdzi w pielęgnacji skóry wrażliwej.
Z nawilżeniem mojej skóry poradził sobie bardzo dobrze. Jednak w chwili obecnej nie jest ona wymagająca i nie potrzebuje extra nawilżenia. Wydaje mi się, że nie dałby rady ze skórą suchą.
Ale czy to ważne?:) Wydaje mi się, że latem nasze ciałka, przez to, że są zdecydowanie częściej wystawiane na "światło dzienne:)", są wypielęgnowane i nawilżone na cacy:) A ten balsam z pewnością pomoże podtrzymać i przedłużyć nam ten efekt.
Pokochałam go od pierwszego użycia, więc nie będę owijała w bawełnę. Po prostu musicie go wypróbować!!:)
Słodki kokos z bananem...
Dziś bez zbędnych opowieści, ponieważ cała moja energia oraz "wizja twórcza" zostały na dzień dzisiejszy wyczerpane. Dlaczego? Wszystko przez prezentacje maturalną, która w ostatnich dniach nie daje mi o sobie zapomnieć:( Co prawda mam jeszcze troszkę czasu, ale nie lubię zostawiać nic na ostatnią chwilą, a poza tym FERIE CHCĘ mieć WOLNE:)
A dzisiaj mam dla Was drugą część słodkiej uczty:) Ale nic z tych rzeczy. Ciasteczek nie będzie:) Będzie za to kokosowo-bananowy zestaw Sweet Secret firmy Farmona, który otrzymałam w ramach współpracy z firmą Werner i Wspólnicy.
O balsamie: "Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o przyjemnej, jedwabistej konsystencji i urzekającym zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie olejku kokosowego i mleczka bananowego, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, na długo pozostawiając egzotyczny zapach słodkich owoców. Regularne stosowanie kokosowego musu do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry. Bogata receptura doskonale nawilża, odżywia i regeneruje skórę, przywracając jej aksamitną gładkość i delikatność, a wydobyta z wnętrza egzotycznych owoców, słodka kompozycja zapachowa zapewnia energię i witalność oraz wprowadza w doskonały nastrój."

Pierwszą rzeczą o której warto wspomnieć, jest oczywiście...ZAPACH:) Gdy pierwszy raz otworzyłam wieczko żelu poczułam...smak (na prawdę :P) pewnego leku, który "miałam przyjemność" przyjmować kiedyś podczas choroby. Od razu mówię, że nie było to miłe wspomnienie. Jednak przy drugim podejściu, tym razem z balsamem, zapach wydała mi się przyjemny, jakby słodko-kwaśny. Po nałożeniu na ciało jest jeszcze ciekawszy:) Delikatny, owocowo-koktajlowy:) Zupełne przeciwieństwo cynamonowego masła do ciała o którym pisałam ostatnio. Konsystencja jest dość gęsta, jednak nie sprawia wrażenia ciężkiej. Bardzo dobrze rozsmarowuje się oraz wchłania. Cudowne jest to, że zapach utrzymuje się jeszcze długo po aplikacji:) Masełko bardzo dobrze nawilża. Produkt zamknięty jest w 250-cio ml, plastikowym słoiczku, bardzo wygodnym podczas "nabierania". Masło dostępne jest prawie we wszystkich drogeriach, za ok. 13-14 zł.
Jeśli chodzi o sorbet do mycia ciała. Producent obiecuje :
Buteleczka jest bardzo wygodna w dozowaniu, a napisy nie zdzierają się. Konsystencja jest dość płynna, kremowa. Dlaczego sorbet? Nie wiem, ale brzmi zachęcająco:) Dość dobrze się pieni i oczywiście przyjemnie pachnie:) Nie podrażnia skóry, a wręcz bardzo przyjemnie ją otula. Wydaje mi się, że jest to zasługa delikatnej konsystencji. Z dostępnością również nie ma problemów. Cena podobna do masła, ok. 13 zł.
OCENA OGÓLNA- 6/6
Na dzisiaj to tyle. Jeśli niektóre zdania mojej wypowiedzi wydają Wam się dziwne-bardzo przepraszam. To syndrom pisania prezentacji:) Życzę Wam udanego tygodnia. Województwo dolnośląskie-szykujemy się na ferie:)
Oświadczam, że fakt, iż otrzymałam produkty nieodpłatnie, nie miała żadnego wpływu na obiektywność recenzji.
A dzisiaj mam dla Was drugą część słodkiej uczty:) Ale nic z tych rzeczy. Ciasteczek nie będzie:) Będzie za to kokosowo-bananowy zestaw Sweet Secret firmy Farmona, który otrzymałam w ramach współpracy z firmą Werner i Wspólnicy.
O balsamie: "Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o przyjemnej, jedwabistej konsystencji i urzekającym zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie olejku kokosowego i mleczka bananowego, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, na długo pozostawiając egzotyczny zapach słodkich owoców. Regularne stosowanie kokosowego musu do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry. Bogata receptura doskonale nawilża, odżywia i regeneruje skórę, przywracając jej aksamitną gładkość i delikatność, a wydobyta z wnętrza egzotycznych owoców, słodka kompozycja zapachowa zapewnia energię i witalność oraz wprowadza w doskonały nastrój."

Pierwszą rzeczą o której warto wspomnieć, jest oczywiście...ZAPACH:) Gdy pierwszy raz otworzyłam wieczko żelu poczułam...smak (na prawdę :P) pewnego leku, który "miałam przyjemność" przyjmować kiedyś podczas choroby. Od razu mówię, że nie było to miłe wspomnienie. Jednak przy drugim podejściu, tym razem z balsamem, zapach wydała mi się przyjemny, jakby słodko-kwaśny. Po nałożeniu na ciało jest jeszcze ciekawszy:) Delikatny, owocowo-koktajlowy:) Zupełne przeciwieństwo cynamonowego masła do ciała o którym pisałam ostatnio. Konsystencja jest dość gęsta, jednak nie sprawia wrażenia ciężkiej. Bardzo dobrze rozsmarowuje się oraz wchłania. Cudowne jest to, że zapach utrzymuje się jeszcze długo po aplikacji:) Masełko bardzo dobrze nawilża. Produkt zamknięty jest w 250-cio ml, plastikowym słoiczku, bardzo wygodnym podczas "nabierania". Masło dostępne jest prawie we wszystkich drogeriach, za ok. 13-14 zł.
Jeśli chodzi o sorbet do mycia ciała. Producent obiecuje :
"Wyjątkowy
kosmetyk o delikatnej, jedwabistej konsystencji i urzekającym,
egzotycznym zapachu dojrzałych kokosów i bananów został stworzony do
codziennej pielęgnacji i mycia ciała, dla osób, które cenią produkty
naturalne i lubią pozwalać sobie na chwile przyjemności. Specjalnie
opracowana, bogata receptura doskonale myje oraz natłuszcza i wygładza
skórę, poprawiając jej kondycję i wygląd. Regularne stosowanie
kokosowego sorbetu pod prysznic nie wysusza skóry, doskonale ją nawilża i
odżywia, a także na długo pozostawia uczucie świeżości oraz apetycznie
słodki, egzotyczny zapach i jedwabiście gładką skórę."
OCENA OGÓLNA- 6/6
Na dzisiaj to tyle. Jeśli niektóre zdania mojej wypowiedzi wydają Wam się dziwne-bardzo przepraszam. To syndrom pisania prezentacji:) Życzę Wam udanego tygodnia. Województwo dolnośląskie-szykujemy się na ferie:)
Oświadczam, że fakt, iż otrzymałam produkty nieodpłatnie, nie miała żadnego wpływu na obiektywność recenzji.
Zimowy hit, czyli...
cynamonowo-karmelowe masło do ciała firmy Farmona. Uwielbiam zapach cynamonu, więc gdy tylko zobaczyłam je na rossmannowskiej półce, od razu wiedziałam, że je pokocham:) Gdy się nim smaruję, zapach roznosi się po całej łazience:) Cynamon+karmel=pierniczki:) Świetnie sprawdza się w okresie zimowym, ale wydaje mi się, że latem może okazać się za ciężki, zbyt słodki. Z tym problemu raczej nie będzie, bo jak wiemy, firma Farmona oferuje nam całą gamę zapachów. Od owocowych do ciasteczkowych. Mimo to bardzo ubolewam nad tym, że jest to edycja limitowana, więc postanowiłam zaopatrzyć się w mały zapas:)
"Aksamitne masło do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych i przytulnym zapachu rozgrzanego karmelu i świeżo zmielonego cynamonu. Zawiera cenną białą truflę której zapach pobudza zmysły, podnosi atrakcyjność fizyczną i budzi pożądanie. Olej cynamonowy i afrykańskie karite, uzyskiwane z owoców masłosza, zwanego drzewem młodości, przywracają skórze aksamitną gładkość, cudowną miękkość i naturalną zmysłowość."
Masełko zamknięte jest w 250-cio ml, zakręcanym pudełeczku. Z otwieraniem i zamykaniem nie ma żadnych problemów, przez co aplikacja staje się bardzo wygodna. Konsystencja jest gęsta. Przy nabieraniu i rozsmarowywaniu na ciele przypomina masło( w końcu tak właśnie się nazywa :D). Na początku ciężko było mi je rozsmarować, ale tylko przez sekundę. Po chwili, masło pod wpływem ciepła idealnie "poddaje się" zabiegowi. Konsystencja sprawia, że jest dość wydajne. Zapach, oprócz tego, że piękny, bardzo długo utrzymuje się na ciele. No i najważniejsze, czyli nawilżanie. i od razu duży +. Bardzo dobrze radzi sobie z suchą skórą. Nie wiem, czy tak samo działa na bardzo suchą, ponieważ nie mam takiego problemu. Ale, gdy posmarowałam nim ręce, które od mrozu i detergentów(nienawidzę sprzątać w rękawiczkach) były wysuszone, od razu poczułam efekt ukojenia i nawilżenia.
OCENA OGÓLNA- 6+/6
Jeśli jeszcze go nie miałyście, nic straconego:) Zima, jak widać za oknem, dopiero się rozkręca:) Więc na nadchodzący tydzień życzę Wam dużo ciepełka:):*
Wizyta listonosza...
...i wspaniała niespodzianka od firmy Werner i Wspólnicy:) Jestem bardzo zadowolona z zawartości paczki, ponieważ uwielbiam kosmetyki marki Farmona. Te zapach...mmm...:) Cudo:)
A Wy? Jakie zestawy otrzymałyście?:)
A Wy? Jakie zestawy otrzymałyście?:)
Avon planet spa-odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego
Czy Wy też czujecie już święta?:) Ostatnio wybrałam się na wieczorny spacer po mieście i gdy ujrzałam olbrzymią, świecącą się choinkę, uświadomiłam sobie, jak to już blisko:)
Święta zagościły również w mojej kosmetyczce. Chyba same rozumiecie, że nie mogłam sobie tego odmówić:) Zwłaszcza, że odkryłam ostatnio u siebie nowe schorzenie. Cierpię na balsamocholizm:) Na prawdę. No, ale cóż ja zrobię, jak po prostu lubię:)
1. Masłodo ciała sweet secret Farmona
2.Cynamonowo-karmelowe masło do ciała Titti Frutti:)
Wiecie, jak ono cudnie pachnie!:) Aż nie mogę się nawąchać ;D Uwielbiam <3
Przepraszam za jakość zdjęcia, ale jak przychodzę ze szkoły jest ciemno, więc trudno jest je nawet "poprawić".
Ale głównym bohaterem dzisiejszego postu jest "Odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego" Planet Spa Avon
ZALETY:
*opakowanie-bardzo mi się podoba:) Zamknięcie co prawda chodzi troszkę ciężko, ale mi to w ogóle nie przeszkadza:)
*zapach- trudny do opisania. Jakby słono-morski.
*po nałożeniu go, skóra jest gładka, miękka, idealnie nawilżona
*bardzo szybko się wchłania, nie zostawiając tłustej powłoczki
*konsystencja jest gęsta, ale masło jest bardzo wydajne. Nie jest "lepkie", jak mogłoby się wydawać po napisie "masło"
*rozprowadzanie go nie sprawia większych trudności, mimo gęstości
*dostępność-nie tylko u konsultantek, ale również na allegro. Moje pochodzi właśnie stamtąd:)
WADY:
No cóż. Nie ukrywajmy, że cena jest lekko wygórowana. Opakowanie zawiera 200 ml produktu, za który trzeba zapłacić 42 zł. Za to odejmuję mu pół punktu. Oczywiście są promocje. Wtedy kosztuje ok. 30 zł. Cena ta za pewne wynika z opakowania. Mówiąc wprost-płaci się za słoik:)
Mimo wszystko- polecam, bo jednak warto:)
OCENA OGÓLNA: 5+/6
Przepraszam za ogólny nieład. Coś nie mogłam dzisiaj okiełznać bloggera:)
Miłego tygodnia i Mikołajek!:)
Święta zagościły również w mojej kosmetyczce. Chyba same rozumiecie, że nie mogłam sobie tego odmówić:) Zwłaszcza, że odkryłam ostatnio u siebie nowe schorzenie. Cierpię na balsamocholizm:) Na prawdę. No, ale cóż ja zrobię, jak po prostu lubię:)
1. Masłodo ciała sweet secret Farmona
2.Cynamonowo-karmelowe masło do ciała Titti Frutti:)
Wiecie, jak ono cudnie pachnie!:) Aż nie mogę się nawąchać ;D Uwielbiam <3
Przepraszam za jakość zdjęcia, ale jak przychodzę ze szkoły jest ciemno, więc trudno jest je nawet "poprawić".
Ale głównym bohaterem dzisiejszego postu jest "Odżywcze masło do ciała z minerałami z Morza Martwego" Planet Spa Avon
Od producenta: "Doskonale regeneruje i pielęgnuje skórę. Unikalna formuła zawiera w
swoim składzie minerały z Morza Martwego, które nie tylko regenerują,
ale także niszczą nagromadzone w skórze toksyny. Masło do ciała o
bogatej formule zapewnia 24-godzinne nawilżenie, koi suchą, podrażnioną
skórę, szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Wygodne
opakowanie - duży plastikowy słoik. Pięknie pachnie. Bardzo wydajny.
Pierwszym kosmetykiem z serii planet spa, jakim używałam był krem do rąk. Po jego użyciu moje łapki były cudownie mięciutkie, więc postanowiłam kupić balsam. I nie zawiodłam się. Jest cudowny:) Na początku troszkę przeszkadzał mi zapach, ale z biegiem czasu można się przyzwyczaić:) A nawet go polubić:)
Cała seria wzbudza we mnie sympatię. Chociaż można uznać to za zwykły chwyt marketingowy. Słowo spa kojarzy nam się z czymś cudownie działającym na naszą skórę. Jednak wiem, że nie wszystkie produkty z tej serii mają tak dobrą opinię. Ale z mojego cudownego balsamu, zamkniętego w uroczym słoiczku, jestem w 100% zadowolona:)
*opakowanie-bardzo mi się podoba:) Zamknięcie co prawda chodzi troszkę ciężko, ale mi to w ogóle nie przeszkadza:)
*zapach- trudny do opisania. Jakby słono-morski.
*po nałożeniu go, skóra jest gładka, miękka, idealnie nawilżona
*bardzo szybko się wchłania, nie zostawiając tłustej powłoczki
*konsystencja jest gęsta, ale masło jest bardzo wydajne. Nie jest "lepkie", jak mogłoby się wydawać po napisie "masło"
*rozprowadzanie go nie sprawia większych trudności, mimo gęstości
*dostępność-nie tylko u konsultantek, ale również na allegro. Moje pochodzi właśnie stamtąd:)
WADY:
No cóż. Nie ukrywajmy, że cena jest lekko wygórowana. Opakowanie zawiera 200 ml produktu, za który trzeba zapłacić 42 zł. Za to odejmuję mu pół punktu. Oczywiście są promocje. Wtedy kosztuje ok. 30 zł. Cena ta za pewne wynika z opakowania. Mówiąc wprost-płaci się za słoik:)
Mimo wszystko- polecam, bo jednak warto:)
OCENA OGÓLNA: 5+/6
Przepraszam za ogólny nieład. Coś nie mogłam dzisiaj okiełznać bloggera:)
Miłego tygodnia i Mikołajek!:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
Anna
Avon
Balea
Balsam do ciała
Bandi
Bebe
Bingo Spa
Bourjois
Dax Cosmetics
Demakijaż
Dezodorant do stóp
DM
Eveline
Farmona
Garnier
Hean
Ingrid Cosmetics
Inspirowana
Isana
Joanna
Kosmetyki uniwersalne
krem BB
Krem do rąk
Krem do stóp
Krem do twarzy
Kremowanie włosów
Lakiery do paznokci
marsylskie.pl
Maseczki do twarzy
maść z witaminą
Maybelline New York
Miss Sporty
Mleczka
mydełko Aleppo
Nivea
Odżywki do włosów
Oriflame
Pantene
Peeling
Peeling do twarzy
Perfecta-No problem
pielęgnacja twarzy
pielęgnacja ust
pielęgnacja włosów
płyn dwufazowy
Podkład
Projekt Denko
Prywatne:)
Puder do twarzy
Recenzje
Rilastil
Rossmann
Schwarzkopf
Serical
Szampon
TAGi
Virtual
Werner i Wspólnicy
Wibo
Wishlista
Współpraca
Yankee Candle
Z innej beczki:)
zakupy
Ziaja
żel do mycia twarzy













